środa, 13 czerwca 2012



oto Kaśka. kiedy zdarzy mi się zdrobnić jej imię, patrzy na mnie ze zdziwieniem albo zaczyna się śmiać. jakby jakiekolwiek przebłyski czułości z mojej strony były rzeczą tak niespotykaną jak, powiedzmy, piosenki placebo na telewizyjnych stacjach muzycznych. 
można powiedzieć, że lubi od czasu do czasu podnieść mój wskaźnik frustracji. tak gdzieś do górnej linii wytrzymałości. tak, jakoś do niej, mniej więcej.
oto moje całkowite przeciwieństwo, z którym spędzam 3/4 życia. któremu wypłakuję oczy w autobusie, na spacerze, a najczęściej w jej klimatycznie peerelowskim pokoju. oto osoba, która bez słów i pytań, cierpliwie wycierała breję z tuszu i łez cieknącą mi po policzkach. oto osoba, która jest bardziej na bieżąco z moim życiem niż ja sama. 
moja słodka Pani Codzienność, niedostrzegalnie potrzebna jak kran, talerz, łóżko albo herbata - jak coś, o czym eposów się nie pisze, ballad się nie śpiewa, wierszy nie głosi, choć brak tego utrudniłby funkcjonowanie jak jasna cholera.