cichutko osuwam się w mgiełkę usnutą przez słońce zachodu. prawie idealnie.
papierosy, hedonizm, zapach kawy i letniego zmierzchu, a na końcu ja, w najpiękniejszej chwili, jaką mogłabym sobie wymarzyć, nie myśląc o nikim, nie tęskniąc za niczym, topiąc dłonie w złocistym wosku. i choć to wszystko podszyte jest melancholią gęstniejącego wieczoru, to nie ma na świecie większej magii.
mruczą we mnie cichutkie marzenia, oczekiwania. nie mogę uwierzyć w to, jak mi dobrze.